czwartek, 12 września 2019

tortilla a'la pizza z figami, jabłkiem, kozim serem i oliwą truflową


Nie macie czasu na stanie w garach, a zjedlibyście w końcu coś innego na śniadanie? :)

Składniki (2 osoby):
  • 1 placek pełnoziarnistej tortilli
  • 2-3 figi, pokrojone w ósemki
  • 1 jabłko, obrane i pokrojone w plastry
  • sok z cytryny
  • kilka liści szpinaku
  • kilka liści rukoli
  • garść orzechów jakie lubicie, my użyliśmy nerkowca, uprażonych na suchej patelni
  • 30-50 g sera koziego
  • 1 łyżka oliwy truflowej
  • pieprz


Cząstki jabłka skropcie sokiem z cytryny. Do pieca rozgrzanego do 180'C wrzućcie na 5 minut placek tortilli, wyjmijcie. Przekrójcie placek na 6 części. Na każdą wyłóżcie liście szpinaku, rukoli, cząstkę jabłka, figę, posypcie orzechami i pokruszonym serem, popieprzcie do smaku i doprawcie oliwą. Smak!

środa, 11 września 2019

sałatka z figami, gruszką i kozim serem


Zrobicie ją w 10 minut, ale smak zapamiętacie na dłużej :)

Składniki (4 porcje): 

  • 4 figi, pokrojone w ćwiartki
  • 2 gruszki, pokrojone w plastry (użyliśmy konferencji)
  • 200-300 g liści szpinaku i rukoli (lub innej zieleniny jaką lubicie)
  • 1/2 szklanki pokruszonego koziego sera, jak nie lubicie, wymieńcie go na fetę


dressing:

  • 1 łyżka skórki startej z cytryny
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • 1/4 szklanki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1/4 oliwy z oliwek
  • sól, pieprz

Wymieszajcie składniki dressingu. Wyłóżcie na talerze szpinak i rukolę, ćwiartki fig, gruszkę, skropcie dressingiem, wymieszajcie. Dodajcie pokruszony ser. My swoją pałaszowaliśmy z podpieczoną ciabattą, jako danie obiadowe. Smak!

poniedziałek, 9 września 2019

dynia pieczona z figami, serem feta, orzechami na sałacie


Jedzmy figi, tak szybko odchodzą! :)
Tym razem postanowiliśmy upiec je razem z królową jesieni, dynią!

Składniki (2 porcje):
  • 1 dynia hokkaido, nie za duża, pokrojona w plastry
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 3 łyżki miodu
  • 1 łyżka świeżego tymianku, bądź 1/2 suszonego
  • 6 fig, przekrojonych na pół
  • garść orzechów nerkowca, uprażonych na suchej patelni
  • sól, pieprz
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • 1/2 łyżki startej skórki z pomarańczy
  • garść szpinaku
  • garść rukoli
  • 50 g sera feta
  • 2-3 łyżki nasion granatu
Rozgrzejcie piec do 200'C. Wyłóżcie dynię do brytfanki, skropcie 2 łyżkami oliwy, posólcie, dodajcie połowę tymianku i 1,5 łyżki miodu, obtoczcie ją w tym i wstawcie do pieca na ok. 15-20 minut. Po tym czasie dodajcie figi, skropcie je dodatkowo oliwą, miodem i tymiankiem. Pieczcie ok. 10 minut. W małym pojemniku/słoiku, wymieszajcie składniki dressingu, resztę oliwy, sok z cytryny, ocet jabłkowy, skórkę z pomarańczy, posólcie i popieprzcie do smaku. Na talerze wyłóżcie wymieszane ze sobą liście szpinaku i rukoli, wyłóżcie upieczone dynię i figi, posypcie pokruszonym serem feta, nasionami grantu, zalejcie wszystko dressingiem. Smak!



wtorek, 3 września 2019

wegetariański burger z białej fasoli z sosem orzechowym i gochujang


Od kiedy zrezygnowaliśmy w naszej diecie z mięsa, wciąż szukamy nowych pomysłów na dostarczenie sobie białka ;)
Tym razem padło na burgery, daliśmy im azjatyckiego kopa!

Składniki: (4 porcje)

Burgery
  • puszka białej fasoli (400g)
  • 3/4 szklanki bułki tartej
  • 1/3 szklani uprażonych orzeszków ziemnych
  • 1/2 szklanki posiekanego szczypiorku
  • 2 ząbki czosnku (wyciśnięte)
  • łyżka startego imbiru
  • 2 łyżki sosu sojowego 
  • 2 łyżki sosu hoisin
  • łyżka oleju sezamowego
  • łyżka oliwy
 Azjatycki Coleslaw
  • 2-3 szklanki poszatkowanej kapusty
  • szklanka posiekanej w cienkie paski marchewki
  • 1/4 szklanki marynowanego imbiru
  • sok z połowy limonki
  • łyżka oleju sezamowego
  • łyżka octu ryżowego
  • łyżka uprażonych ziaren sezamu
Jogurtowy sos gochujang
  • szklanka jogurtu greckiego
  • łyżka pasty gochujang
  • łyżeczka sosu sojowego
Sos z orzeszków ziemnych przepis TU

Bułki możecie kupić w swojej ulubionej piekarni lub zrobić sami przepis TU

Do przybrania: kiełki, roszponka.

Jeśli zdecydowaliście się sami zrobić bułki, to zacznijcie od nich, jeśli kupiliście, to przejdźcie do przygotowania fasolowych burgerów.
Odsączoną fasolę wrzućcie do miksera, dodajcie 1/4 bułki tartej,szczypiorek, orzeszki, czosnek, imbir, olej sezamowy, sos sojowy i hoisin. Zmiksujcie wszystko, żeby składniki się połączyły. Najlepiej miksować w trybie pulsacyjnym, aby część orzeszków pozostała w całości.
Z masy uformujcie burgery o grubości ok. 2-3 cm. Posmarujcie oliwą i obtoczcie w pozostałej bułce tartej. Odstawcie na chwilę do lodówki.

Przygotujcie sosy i sałatkę.

Składniki sałatki wymieszajcie w misce i odstawcie na bok. To samo zróbcie z sosem gochujang. 

Burgery smażcie na średnio rozgrzanej patelni, ok. 5-6 minut z każdej strony. 

Czas wszystko połączyć.

Dolną część bułki posmarujcie sosem gochujang i połóżcie na niej fasolowego burgera. Dodajcie sałatkę, kiełki, roszponkę oblejcie sosem orzechowym i przykryjcie drugą połową bułki. Smak!

czwartek, 29 sierpnia 2019

Toskania by eintopf


Zauroczyła, rozmarzyła, napełniła pięknem i zostawiła niedosyt. Wrócimy do niej z pewnością, mamy nadzieję, że uda się za rok!

Spotkałam się z nią jakieś 27 lat temu, będąc na objazdowej wyprawie do Włoch z rodzicami i bratem. W Toskanii odwiedziliśmy wtedy Florencję, Sienę, Lukkę i Pizę, w Umbrii zobaczyliśmy Asyż. Poza tym była Werona, Wenecja, Padwa, Mediolan, Ravenna, Rzym, Neapol. Nie pamiętam szczegółów, ale został ogromny sentyment i fascynacja, może nie samą Toskanią, ale w ogóle Włochami!

Od 4 lat wracam tam już z moją rodziną, Danielem i chłopcami. We Florencji spędziliśmy naszą rocznicę ślubu, Wielkanoc w Neapolu, przez poprzednie 3 lata odwiedzaliśmy w wakacje okolice Wenecji i cudowne Morze Adriatyckie. Mamy już plany na kolejne podróże do cudownej Italii, to nas napędza i daje energię na codzienne życie pomiędzy podróżami ;)

Miałam potrzebę zostawienia jakiegoś śladu po naszej tegorocznej wyprawie do Toskanii, co już częściowo mogliście znaleźć w naszych relacjach na FB, gdzie starałam się napisać coś więcej poza wystawianiem zdjęć. Cieszymy się, że z Waszych komentarzy, reakcji, wiadomości do nas, wynika, że Wam się to podobało, część z Was prosi o więcej, bo albo czekacie już w blokach startowych na swój wyjazd w tamte strony, albo planujecie wyprawę za rok, stąd ten wpis.

Jedni idą na żywioł, pełen spontan, czekają co przyniesie im podróż, inni planują, czytają, szukają wiadomości o miejscu, do którego się wybierają, należymy do tej drugiej grupy :) Oczywiście jesteśmy otwarci na spontaniczne akcje już na miejscu i często takich doświadczamy, ale lubimy to jeżdżenie palcem po mapie jeszcze w zaciszu domowym :)


Tak było i tym razem. Już 2 lata temu wpadłam na FB na stronę Pani Ani Goławskiej i Grzegorza Lindenberga: Toskania i Umbria -noclegi, wyjazdy, zwiedzanie ich stronę www znajdziecie TU. Zobaczyliśmy tę bogatą ofertę noclegów w pięknych agroturystykach i zamarzyliśmy tam być. Skontaktowałam się w listopadzie z Panią Anią, a ona już poprowadziła mnie za rękę :) Zaproponowała 2 miejsca, w południowej Toskanii, w gminie Grosseto, w okolicy Sorano oraz w gminie Siena, w okolicy Torrita di Siena. Niedługo potem zakupiliśmy cudowny, subiektywny przewodnik autorstwa właśnie Pani Ani i jej męża, nie rozstawaliśmy się z nim w czasie całej naszej podróży!



Innym, bardzo cennym źródłem informacji był skrupulatnie i z ogromną pasją pisany blog Italia poza szlakiem. Magda, jego autorka, italomaniaczka, jak sama siebie nazywa, założyła też grupę na FB Moje wielkie włoskie podróze. Obydwa te miejsca to kopalnia wiedzy! O całych Włoszech! Bardzo polecamy ich lekturę.

Naszą samochodową podróż do Toskanii podzieliliśmy na 2 dni, zatrzymaliśmy się w Monachium i w drodze powrotnej w Augsburgu. Oczywiście znamy takich, co jej nie dzielą, ale my od 2 lat tak robimy i chwalimy sobie tę decyzję ;)
Z naszych obserwacji wynika, że właśnie ten rodzaj transportu jest najwygodniejszym w poruszaniu się po Toskanii, czy to swoim, czy wypożyczonym, ale zwiedzajcie te miejsca samochodem :) Komunikacja miejska na tym obszarze jest dość słabo rozwinięta, niestety.
Przed wyjazdem sprawdźcie klocki hamulcowe, wymieńcie olej, jak trzeba wymieńcie też płyn w chłodnicy, Wasz samochód czeka niezła wspinaczka, podjazdy, ostre zakręty, jazda w pełnym słońcu, pamiętajcie też o prawidłowym ciśnieniu w oponach ;)
Praktycznie cała Toskania jest licznie nawiedzana przez turystów, ale to szczególnie w tych ważniejszych miastach możecie mieć problem z zaparkowaniem. Szukajcie wtedy bocznych uliczek, nieco niżej starego miasta. Obowiązują tu 3 kolory oznaczające miejsca parkingowe: biały, wyznacza miejsce parkingowe bezpłatne, niebieski, miejsce płatne (szukajcie wtedy parkometru w okolicy) oraz żółte, zarezerwowane tylko dla mieszkańców danej miejscowości. Ogólnie miasta i miasteczka przygotowane są bardzo dobrze na przyjęcie dodatkowych aut, parkingi są świetnie oznaczone i położone w bardzo dogodnych, wcale nieoddalonych od centrum, miejscach.
Planując zwiedzanie pamiętajcie o sjeście :) Między godzinami 13 a 16 życie praktycznie tu zamiera. Nie pracuje wtedy większość sklepów, restauracji, barów czy nawet stacji benzynowych w centrum miasta :) Dobrze mieć zatem przy sobie zapas jedzenia, przekąsek no i wody, ale z nią jest prościej, bo w wielu miejscach możecie znaleźć ogólnodostępne źródełka z wodą zdatną do picia. Nie dość, że ugasicie dzięki nim pragnienie na miejscu, możecie uzupełnić tam swoje butelki wielokrotnego użytku. My nie rozstawaliśmy się ze swoimi :)



Cokolwiek, ale mówcie po włosku! :) Tak, wiadomo, każda nacja docenia starania lingwistyczne turystów, ale Włosi robią to w szczególny sposób! Chwalą Cię na każdym kroku, nie poprawiają, cieszą się, że się starasz, mobilizują do wysiłku, starają się zwalniać tempo, żebyś tylko ich zrozumiał/a :) Pewnie po trosze wynika to z ich nie za mocnej znajomości języka angielskiego, ale jest to przeurocze, nas namówili do tego stopnia, że poważnie myślimy nad lekcjami języka włoskiego, tu, w Szczecinie :)
Jak już jesteśmy przy języku...po angielsku dogadacie się tu na pewno w różnych instytucjach, my sprawdziliśmy to w...szpitalu :) Dodaję uśmiech, bo na szczęście nie było to nic poważnego. Filip zranił się kamieniem w stopę w czasie odwiedzin jednych z term (nasza rada, zabierzcie tam ze sobą buty do chodzenia w wodzie!), postanowiliśmy wykluczyć powikłania, stąd wizyta w szpitalu. Bez problemu dogadaliśmy się tu w języku angielskim. Przed wyjazdem oczywiście ubezpieczyliśmy się dodatkowo, ale tam skorzystaliśmy z tego podstawowego, nie było z tym żadnego problemu, wszystko poszło gładko, ksero paszportu, dowodu i karty z NFZ (EKUZ). I jeszcze ta cudowna trupa rozweselająca! Włosi to potrafią! Oczywiście nie życzymy Wam takich wizyt, ale wskazówki zostawiamy na wszelki wypadek :)



Jak już wiecie, lubimy gotować ;) Nie rezygnujemy z tego w wakacje, uwielbiamy wtedy przygotować coś w otaczającym nas klimacie, korzystamy wtedy z lokalnych produktów, kupowaliśmy je najczęściej na miejskich targach (informacje o datach i ich miejscach znaleźliśmy we wspomnianym już wyżej blogu Italia poza szklakiem), ale i w supermarketach, jak Coop, mają tam świetnie zaopatrzone stoiska z serami czy antipasti różnej maści. To tu kupowaliśmy swoje burraty, straciatelle, ricotty czy marynowane karczochy, oliwki, papryki i cukinie. Jeśli przed zakupem chcecie czegoś spróbować, poproście, a będzie Wam dane, bez problemu i z uśmiechem :)
Co do twardych serów, to mieliśmy szczęście mieszkać nieopodal farmy, przy której gospodarz prowadził swój sklepik, więc raczyliśmy się obłędnymi pecorino toscano, pecorino fresco czy marzolino! Pycha!



Nasze stoły już pewnie widzieliście, ale zostawiamy zdjęcia wybranych, na pamiątkę :)



Zwiedzanie zaczęliśmy od najbliższego, pięknego Sorano i to właśnie tutaj postanowiliśmy skosztować tradycyjnej kuchni toskańskiej, przygotowanej przez profesjonalnych szefów kuchni. Na testy wybraliśmy restaurację Fidalma, o której czytaliśmy praktycznie same dobre recenzje i to był strzał w dychę!



Zostawiamy Wam poniżej listę dań, których koniecznie powinniście skosztować będąc w Toskanii. Spróbujcie zup: ribollita (z dodatkiem czarnej fasoli) acquacotta (cebulowa z pomidorami i jajkiem) i pappa al pomodoro (z dojrzałych pomidorów i resztek chleba). Pisaliśmy Wam już o przepysznej sałatce panzanella z dodatkiem czerstwego chleba (niesolonego!), ona też jest na obowiązkowej liście! Ponadto: makaron pici (grubsze spaghetti) z sosami różnej maści, ravioli con ricotta e spinaci, gnocchi con tartuffo, z serów: pecorino toscano i fresco, marzolino, caccio, ricotta, raveggiolo, wszędzie obecny pane toscano (chleb z oliwą i octem balsamicznym). Toskania to również, a może przede wszystkim, mięsa, głównie dziczyzna. W związku z naszymi postanowieniami w ograniczeniu spożywania mięsa, takowych tu nie spróbowaliśmy, ale czytamy, że ludzie się nimi zachwycają, to tak dla zainteresowanych ;)
No i LODY, ale to chyba oczywista oczywistość! Dzięki brygadzie F&F jedliśmy je w każdym odwiedzanym mieście i miasteczku ;)
O kawie chyba też nie musimy wspominać? :) Nie dość, że zabraliśmy swoją, ze szczecińskiej palarni  To kawa, żeby robić sobie poranne przelewy, to włoskie espresso spijaliśmy praktycznie wszędzie, w biegu, przy barze, stoliku czy na basenie :)
Najlepsze wypiliśmy w kawiarni Loscuro, w Sinalunga, prowadzonej przez dwóch zakochanych w kawie Włochów!Stefano każdą kawę parzy jak swoją pierwszą i ostatnią zarazem, wkłada w to mnóstwo serca i pasji, co wyczujecie natychmiast w smaku! Sprawdza różne mieszanki, tworzy swoje, rozmawia z Tobą o tym, skromny, dziękuje z pąsem na twarzy za każdy komplement i dobre słowo...istny kawowy anioł, sprawdźcie koniecznie!



Następnym przystankiem po Sorano były przepiękne Terme di Saturnia ze swoimi gorącymi źródłami siarkowymi, może i pachnącymi specyficznie, ale i tak nie były w stanie zmierzyć się z widokami dookoła! Na terenie Toskanii jest kilka miejsc z termami siarkowymi, powulkanowymi, te uchodzą za najbardziej urokliwe, choć te w Bagni san Filippo, ukryte w lesie, też miały swój niepowtarzalny urok! Jak już pisaliśmy wyżej, sugerujemy Wam zabranie tam ze sobą butów do chodzenia w wodzie, ustrzeżecie się przed ewentualnymi skaleczeniami i będzie Wam po prostu wygodniej. W termach, które odwiedziliśmy nie było niestety żadnych przebieralni, pamiętajcie o tym i załóżcie swoje stroje kąpielowe i kąpielówki nieco wcześniej ;) Radzimy również odwiedzenie tych miejsc z samego rana lub wieczora, są naprawdę mocno przepełnione :) Osobom z długimi włosami radzimy ich związanie i staranie się by ich nie zamoczyć, domycie i rozczesanie może być potem problemem :) Wieczorem, w domu, po kąpieli radzimy również nawilżyć skórę balsamem lub kremem.

Terme di Saturnia (Grosseto):



Bagni san Filippo (Siena):



Po tłumach w Terme di Saturnia zamyrzyła nam się odrobina spokoju i wyciszenia, znaleźliśmy to w niedalekim Montemerano, uśpionym na czas sjesty, ale dzięki temu spokojnym, wyludnionym.



Z gminy Grosseto jest stosunkowo blisko do Morza Tyrreńskiego, postanowiliśmy z tego skorzystać. Właścicielka naszej agroturystyki poleciła nam bardzo fajną, w miarę spokojną plażę (o pustych, dzikich plażach w terminie letnim możecie raczej pomarzyć :) ), saline breschi, koło Orbetello (Grosseto), sąsiadująca z WWF Oasi Naturale di Orbetello. Jest tam część plaży płatnej z dostępem do baru, toalet, jest i ta bezpłatna, naprawdę nie za mocno przepełniona. Wygłupów w wodzie nie było końca i to nie tylko w wykonaniu F&F :)



W drodze powrotnej znad morza mieliśmy zaplanowany stop w Il Giardino dei tarocchi. To jedno z miejsc, na którego odwiedzenie czekaliśmy z większymi wypiekami! Prace słynnej, niepowtarzalnej, jedynej w swoim rodzaju Niki de Saint Phalle, których inspiracją i źródłem były karty tarota, po prostu zniewalają! Formą, kolorem, rozmiarem, symbiozą z otoczeniem. Artystka, zainspirowana Gaudim, często w swoich pracach wykorzystywała motyw kobiecego ciała, czego świadkami będziecie odwiedzając to zaczarowane, bajkowe miejsce! Z pracami Niki mogliście się już spotkać np. w Paryżu, przed słynnym Centrum Pompidou, gdzie stoi jej Fontanna Strawińskiego, czy w Hanowerze na jednym z placów jest jej piękna, również kobieca rzeźba, Nany. Bardzo polecamy odwiedzenie tych ogrodów, my poczuliśmy się tu jak w baśni, bajce, na innej planecie...trochę jak po drugiej stronie lustra w krainie czarów :)



O pobliskim Pitigliano czytaliśmy, że jest mroczne, wiejące wręcz grozą, pewnie to z powodu licznych grobów i korytarzy po zasiedlających kiedyś to miejsce Etruskach. Nas zauroczyło totalnie! Jakby wyrastające ze skał, ma się wrażenie, że nie ma granicy pomiędzy nimi a murami, dostojności dodają łuki akweduktu. Piękno w czystej postaci! Wracaliśmy do niego kilkukrotnie.



Na pożegnanie z gminą Grosseto wybraliśmy małą, ale bardzo uroczą Sovannę. Tego dnia odbywały się tu i w pobliskich miasteczkach biegi, więc mieliśmy dodatkowe towarzystwo :)



Jadąc do kolejnej agroturystki, położonej w gminie Siena, postanowiliśmy zjechać do dwóch miejscowości, Bolseny, położonej nad pięknym jeziorem o tej samej nazwie i Orvieto, należącego już do Umbrii, słynącego z najlepszego w całych Włoszech białego wina oraz przepięknej, zapierającej dech w piersiach katedry Santa Maria.



W Bolsenie, zupełnym przypadkiem, trafiliśmy na przepyszne kanapki! W środku znaleźliśmy liczne dyplomy, wyróżnienia, co nie dziwi, smakują wyjątkowo! Głównie podaje się je tam z wędlinami różnej maści, Franek zamówił sobie wersję z salami i mozzarellą, my pałaszowaliśmy je z serem i pomidorami. Morelli, bardzo polecamy to miejsce!



Patrząc na katedrę w Orivieto, podziwiając jej cudowną, pełną dekoracji fasadę, te rozety, rzeźby, wzięłam i się wzruszyłam do łez, serio. Nie wiedziałam co zrobić z emocjami, były tak ogromne i zupełnie nie do okiełznania. Cieszę się, że F&F też nie zostawiła bez zaciekawienia, zauroczenia i szeregu pytań. Miejsce obowiązkowe.
Po doznaniach duchowych poszliśmy w miasto szukać tego słynnego białego wina, zakupiliśmy kilka butelek i ruszyliśmy w dalszą drogę :)



Nasza druga agroturystka była położona w pobliżu Torrita di Siena, Montepulciano, przepięknego rezerwatu przyrody Val d'Orcia, to stąd znacie te sznury cyprysów, gaje oliwne, pożółkłe pola pszenicy. To tu zrobiono masę zdjęć do kalendarzy, plakatów czy tapet do naszych komputerów :) To tu wreszcie kręcono sporo filmów, gdzie chyba najbardziej znanym jest Gladiator.
Moja przyjaciółka, już na kilka miesięcy przed naszym wyjazdem, podesłała mi tę stronę bloga Podróżowisko.pl gdzie znajdziecie dokładny opis tych wszystkich zapierających dech widoków, z podaniem dokładnej ich lokalizacji! Sprawdziliśmy, wszystko się zgadza :) Czasem trzeba poczuć pył z drogi szutrowej na zębach, czasem wspiąć się na wyższy murek, ale dla TYCH widoków warto!





Polując na serpentyny cyprysów nie zapomnijcie o słynnej kapliczce Vitaleta! Stojąca samotnie na wzgórzu robi ogromne wrażenie, warto podejść do niej te kilkaset metrów!



Pomiędzy jednymi a drugimi cyprysami, odwiedziliśmy pachnącą, wytwarzanym tu pecorino, Pienzę oraz małe, urocze, z cudowną knajpką (czynną w czasie sjesty!) San Quirico D'orcia. Oba miasta, zupełnie od siebie różne, zrobiły na nas ogromne wrażenie i to do nich z ogromną chęcią byśmy jeszcze wrócili.
Pienza, zwana renesansowym miastem idealnym wita wszystkich cudownym zapachem sera, serio! Wszędzie czuć tu pecorino! To nie żadna marketingowa ściema :) Jesteśmy szczęściarzami, bo o tutejszym, rodzimym i tradycyjnym sporcie, jakim jest toczenie gomółki właśnie sera pecorino, dowiedzieliśmy się nie tylko z przewodnika, ale i z widoku na jednej z uliczek, na której starszy pan uczył, pewnie swoje wnuki, tej oryginalnej gry. Cudo! Były brawa, okrzyki i prawdziwe emocje :)



Do San Quirico D'orcia trafiliśmy w czasie sjesty, bez zapasów jedzenia, głodni i spragnieni odpoczynku w zaciszu baru lub restauracji. Jakie było nasze zdziwienie jak wyrosła nam przed oczami knajpka Intralci! Nie dość, że otwarta (!), to kolorowa, pełna dobrego wina, z okładkami płyt winylowych naszych ulubieńców na ścianach, z uśmiechniętym właścicielem za barem :) Zjedliśmy tam przepyszne kanapki z pieczonym łososiem, chłopcy wypasione hot dogi, wszystko zrobione ze świeżych składników, w naszej obecności, pycha!





No nie mogliśmy nie pojechać do Cortony! Najstarszego miasta we Włoszech, nazywanej mamą Troi i babcią Rzymu. Przyznamy Wam się, że "Pod słońcem Toskanii", gdzie gra jedną z głównych ról, zobaczyliśmy na niedługo przed naszym wyjazdem :) 
W swoim przewodniku Pani Ania napisała, że w Cortonie wszędzie jest pod górkę i to niestety się zgadza ;) F&F jęczeli, miauczeli, ale dali radę! Miasto pomyślało o tych bez kondycji i w kilku punktach umieściło ruchome schody, alleluja! :)
Uparłam się i z cudownej katedry Św. Małgorzaty podreptaliśmy w poszukiwaniu willi Bramasole, gdzie mieszkała bohaterka wspomnianego wyżej filmu :) Po drodze łyknęliśmy kawę, Filip swoją pierwszą w życiu! Klasyczne macchiato bardzo mu zasmakowało :)



Przyszedł dzień 3xM, Monticchiello, Montalcino i Montepulciano :)
Pierwsze, malutkie, skromne, znane z miłości jego mieszkańców do teatru, mają swój własny, zwany Teatro Povero (ubogi), odwiedziliśmy małe muzeum mu poświęcone, urocze miejsce.



Montalcino, kolejna stolica wina, tym razem czerwonego, słynnego Brunello! Znów zakupiliśmy kilka butelek, ale marzyło nam się też go spróbować tam, na miejscu, wśród uliczek przepełnionych enotekami różnej maści, zaczęliśmy szukać w internecie jakiegoś wyjątkowego miejsca. Och, jak się ucieszyliśmy, gdy się okazało, że praktycznie przed takim stoimy :) Alle logge di piazza, to tu napiliśmy się naszej pierwszej w życiu lampki Brunello! Smakowało wyśmienicie! Do towarzystwa zamówiliśmy bruschetty ze straciatellą i pesto oraz anchois, dołączyliśmy do tego deskę serów pecorino podanych z musztardą domowej roboty z dodatkiem fig, NIEBO!





Montepulciano, zachowane praktycznie na koniec, jak wisienka na torcie, trochę jednak rozczarowało...chyba naczytaliśmy się za dużo pochwał i zachwytów nad tym miastem :) Oczekiwania trochę się rozminęły z rzeczywistością ;) Nic mu oczywiście nie brakuje, ale ciężko nam było szukać efektu wow! ;) Może jesteśmy jacyś inni ;)



Jeśli coś mielibyśmy już nazwać wisienką na torcie, to niezaprzeczalnie była nią wizyta u Pani Danusi Indyk w jej cudownej Agriturismo Il Gorgo i restauracji Bio Vitalia położonych w Bettolle! Przeczytaliśmy o niej w wielu miejscach, na blogach, w gazetach, w przewodniku Pani Ani, czuliśmy, że musimy TU trafić! Pani Danusia, nazywana tu Daianą, Polka, absolwentka biotechnologii żywności, przyjechała do Włoch 10 lat temu szlifować swój Włoski i tak została :) Kobieta pełna pasji, serca do gotowania i jedzenia, z uśmiechem na buzi, tworzy cudowną atmosferę, której nie macie ochoty opuszczać. Więcej o niej i jej historii, jeśli macie ochotę, poczytajcie na blogu Magdy, o TU.
Jeśli pragniecie spróbować tradycyjnej, domowej kuchni toskańskiej z cudownym twistem, musicie się tu pojawić! Stolik nie czeka, trzeba go rezerwować z wyprzedzeniem, wszystkim zainteresowanym podamy numer do Pani Danusi na priv. Palce lizać!



Na sam koniec dodatkowi, ale jakże uroczy towarzysze naszej wyprawy!
Były wszędzie! Chuderlaki, spaślaki, rude, czarne, nakrapiane, są stałym i przemieszczającym się elementem Toskanii. Jak tylko mieliśmy okazję, a one ochotę, karmiliśmy je, mizialiśmy i wzdychaliśmy do nich, tęskniąc za naszym Brunem :)



To na tyle :)
Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić do odwiedzenia przepięknej Toskanii, a wszystkim, którzy już tam byli, choć na chwilę wrócić do wspomnień :) 
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, uwagi, komentarze, piszcie!

Cieszę się, że jak co roku i tym razem, możemy powiedzieć, że przeżyliśmy wakacje naszego życia! Daniś, chłopaki, dziękuję!

Amiamo L'italia! Ciao!






środa, 28 sierpnia 2019

kukurydziany chłodnik


Lato nie odpuszcza, na całe szczęście! Upały umilamy sobie chłodnikami, do czego i Was namawiamy!

Składniki: (4 porcje)
  • 4 kolby kukurydzy
  • 250 g żółtych pomidorków
  • 1 żółta papryka
  • 1 ogórek
  • natka pietruszki
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek
  • pieprz 
  • sól
  • chili
Ostrym nożem odetnijcie ziarna kukurydzy od kolby, najlepiej zróbcie to w dużej misce unikniecie bałaganu w kuchni. Wrzućcie to blendera, zostawcie trochę kukurydzy do przybrania. Paprykę i ogórka pokrójcie w kostkę dodajcie do blendera również zostawiając odrobinę do przybrania. Dodajcie pomidory, oliwę przyprawcie solą i pieprzem i wszystko dobrze zmiksujcie. Odstawcie na kilka godzin do lodówki. Następnie przelejcie zupę do misek, udekorujcie warzywami, posiekaną pietruszką i chili. Smacznego!

czwartek, 8 sierpnia 2019

kanapki z ricottą, brzoskwiniami, miodem i rukolą


Jakie TO proste, a jakie pyszne! Idealne letnie śniadanie!

Składniki:

  • kilka kromek pieczywa, jakie lubicie
  • 2-3 brzoskwinie, pokrojone w plastry
  • 100 g ricotty
  • garść liści rukoli
  • 1-2 łyżeczki miodu, my użyliśmy przepysznego z dodatkiem lawendy
  • sól, pieprz


Kromki posmarujcie ricottą, wyłóżcie rukolę, następnie plastry brzoskwini. Polejcie wszystko miodem, posólcie i popieprzcie. Smak!


wtorek, 6 sierpnia 2019

makaron ryżowy ze smażonym ananasem, marchewką, ogórkiem i kolendrą na tajską nutę


To jest po prostu idealne letnie danie! Jeśli nie lubicie ananasa, wymieńcie go choćby na brzoskwinię!

Składniki: (4 porcje)

dressing:
  • 1/4 szklanki soku z limonki
  • 2 łyżki sosu sojowego, jasnego
  • 1 łyżka cukru trzcinowego
  • 2 łyżeczki oleju sezamowego
  • 1 ząbek czosnku, wyciśnięty
  • 1 łyżka posiekanego/startego drobno imbiru


  • 500 g makaronu ryżowego
  • 4-5 plastrów ananasa, obranego ze skóry
  • 1 ogórek
  • 1 marchewka
  • 1 szklanka posiekanej kolendry
  • 1/2 szklanki posiekanej mięty
  • garść uprażonych orzeszków
  • 2-3 papryczki chili, posiekane
  • 1 łyżka nasion sezamu
  • cząstki limonki, do skropienia


Zacznijcie od dressingu, wymieszajcie wszystkie jego składniki, odstawcie.
Rozgrzejcie patelnię grillową, usmażcie plastry ananasa, zajmie Wam to kilka minut. Odstawcie do ostygnięcia, potem pokrójcie na kawałki wielkości kęsa.
Ugotujcie makaron ryżowy wg przepisu na opakowaniu, przelejcie go zimną wodą, przełóżcie do większej miski.
Obieraczką do warzyw posiekajcie w cienkie pasy marchewkę i ogórka.
Dodajcie warzywa, zioła, ananasa do miski z makaronem, dodajcie dressing, wymieszajcie wszystko rękoma. Wyłóżcie na talerze, dodajcie orzeszki, sezam, chili, cząstki limonki. Smak!


czwartek, 1 sierpnia 2019

wegetariański, kolorowy, śniadaniowy talerz


Mieszanie smaków, tekstur, temperatur, to coś, co lubimy!

Składniki:
  • 2-3 jajka ugotowane na twardo
  • 1/2 łyżeczki za'tar
  • garść pomidorków cherry, przekrojonych na pół
  • 1 ogórek, pokrojony w plastry
  • 1/2 czerwonej cebuli, posiekanej w pióra
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka musztardy Dijon
  • 2 łyżki octu winnego
  • kilka liści mięty
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 3-4 plastry pomarańczy
  • kilka plastrów sera, jaki lubicie
  • 2-3 kromki pieczywa, jaki lubicie

W misce wymieszajcie ze sobą pomidorki, ogórka, miętę i cebulę. Przygotujcie dressing i zalejcie nim warzywa, odstawcie.
Na talerz wyłóżcie ugotowane jajka, doprawcie je za'tarem, wyłóżcie plastry sera i pomarańczy, dodajcie sałatkę z pomidorów i ogórka, jogurt, wyłóżcie pieczywo. Smacznego!


poniedziałek, 29 lipca 2019

makaron ryżowy z mango, awokado, miso i kolendrą


To jest po prostu idealne danie na lato! Nasze ulubione azjatyckie klimaty przełamane słodyczą mango...mniam!

Składniki: (4 porcje)

dressing:
  • 1/4 szklanki octu ryżowego
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 1/2 łyżeczki płatków chili
  • 1 limonka (skórka + 1 łyżka soku)
  • 1 łyżka jasnej pasty miso

  • 200 g makaronu ryżowego
  • garść kiełków fasoli mung, lub innych jakie lubicie
  • 1 mango
  • 1 awokado
  • garść posiekanego szczypiorku
  • garść orzeszków solonych
  • garść liści kolendry
  • 1 łyżeczka czarnego sezamu
  • cząstka limonki do skropienia

Zacznijcie od namoczenia makaronu ryżowego. Zalejcie go zimną wodą i odstawcie na 10 min.
Przejdźcie teraz do dressingu. W małym rondelku podgrzejcie ocet z cukrem i solą, gotujcie aż się cukier rozpuści, zdejmijcie z ognia. Dodajcie wyciśnięty czosnek, olej sezamowy, chili. Poczekajcie, aż sos się ostudzi. Dodajcie skórkę i sok z limonki, miso, dobrze wymieszajcie, odstawcie.
Makaron odcedźcie, przełóżcie do garnka, misy i zalejcie wrzątkiem, po 2-3 minutach powinien być gotowy, odcedźcie go i przelejcie zimną wodą, żeby się nie posklejał.
Obierzcie mango i awokado, pokrójcie je w plastry.
Na talerze wyłóżcie makaron, dodajcie mango, awokado, kolendrę, kiełki, limonkę. Polejcie przygotowanym sosem, posypcie orzeszkami, sezamem i płatkami chili. Smak!


czwartek, 25 lipca 2019

pomidory pieczone z cytryną, tymiankiem, kuminem podane z ricottą i pieczywem


Najprostsze rozwiązania, to najlepsze rozwiązania! Mówimy Wam!

Składniki:

  • garść pomidorków cherry
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 3 ząbki czosnku, posiekane w plastry
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka oliwy 
  • 4 plastry cytryny, pokrojone w ćwiartki
  • sól, pieprz
  • ricotta/twaróg
  • pieczywo/tosty


Rozgrzejcie piekarnik do 180'C. W małym naczyniu do zapiekania wyłóżcie pomidorki, czosnek, cytrynę, posypcie tymiankiem, kuminem, solą i pieprzem, skropcie oliwą i miodem. Pieczcie ok. 15 minut.
Wyłóżcie na pieczywo/tosty ricottę/twaróg, a następnie ciepłe pomidory i cytrynę. Smacznego!



czwartek, 18 lipca 2019

zielona szakszuka z oliwkami, kaparami, jajkiem, fetą i pitą


W weekend poświęcamy śniadaniom trochę więcej czasu :) Jemy je potem dłużej, delektując się, popijając kawą...polecamy ten stan!

Składniki: (4 porcje)
  • 200 g jarmużu
  • 2 duże pęczki natki pietruszki
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka kaparów
  • czerwony pieprz
  • odrobina curry
  • 1/2 szklanki wywaru warzywnego
  • 4 jaja
  • szklanka jogurtu greckiego
  • do posypania trochę sera koziego, fety lub innego Waszego ulubionego sera
  • sól, pieprz
  • oliwa
  • chlebki pita lub naan przepisy TU i TU
 Zacznijcie od przygotowania pieczywa. Potem zajmijcie się szakszuką.

Do miksera wrzućcie jarmuż, pietruszkę, czosnek, kapary, pieprz i curry. Zmiksujcie pulsacyjnie, konsystencja sosu powinna przypominać pesto. Rozgrzejcie oliwę na patelni i przełóżcie na nią sos. Smażcie przez chwilę. Przyprawcie solą, Dodajcie trochę wywaru i dobrze wymieszajcie, sos nie może być zbyt rzadki.
Zmniejszcie ogień i wbijcie na patelnię z sosem 4 jajka (wcześniej zróbcie małe zagłębienia w sosie)
Smażcie jajka, aż zetną się tak jak lubicie. Podawajcie z jogurtem i serem. Smak!

wtorek, 16 lipca 2019

pomidorowa zupa z makaronem, pesto i cieciorką


Gotujemy gar i jemy kilka dni. Uwielbiamy!

Składniki: (4 porcje)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula, posiekana
  • 2 łodygi selera naciowego, posiekane
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 puszka cieciorki
  • 150 g makaronu orzo (kształt ryżu)
  • 700 ml wywaru warzywnego
  • 2 łyżki bazyliowego pesto, przepis TU
Na rozgrzaną głęboką patelnie wlejcie 1 łyżkę oliwy, wrzućcie cebulę i seler, smażcie 10-12 minut, dodajcie czosnek, smażcie dodatkową minutę, dodajcie pozostałe składniki (bez pesto i oliwy), zagotujcie. Zmniejszcie ogień, gotujcie ok. 8-10 minut, aż makaron będzie al'dente. Nalejcie zupę do misek, skropcie oliwą i dodajcie pesto. Smacznego!



piątek, 12 lipca 2019

tatar z łososia jurajskiego na azjatycką nutę


Oj często wracamy do tego dania! Pojawiał się i na imprezach rodzinnych, urodzinach, ale i gościł na KOLACJACH U SĄSIADÓW! Wszyscy byli zachwyceni smakiem ryby, jak to możliwe, że smakuje tak wyjątkowo? A to wszystko dzięki temu skąd pochodzi. Łosoś jurajski, bo o nim mowa, hodowany jest w Janowie, w naszym pięknym województwie zachodniopomorskim <3 
Woda, w której prowadzona jest hodowla, pozyskiwana jest z odwiertu o głębokości ponad 1 km (1224,5 m p.p.m.). Pochodzi z okresu dolnej jury i liczy blisko 150 mln lat.
Woda posiada szereg mikro i makroelementów, które korzystnie wpływają na kondycję ryb oraz jakość i walory smakowe mięsa.
Ze względu na zamknięty obieg wody Łosoś Jurajski nie ma styczności z innymi organizmami wodnymi, co  przy zachowaniu reżimu sanitarnego powoduje pełne bezpieczeństwo hodowli. Proces produkcji jest wolny od antybiotyków.
Nas to przekonało, teraz czas na Was! Więcej informacji o łososiu jurajskim, o nagrodach i wyróżnieniach jakie uzyskała już hodowla, oraz gdzie możecie go zakupić, przeczytacie TU.

Wiecie, że kochamy wszystko co azjatyckie, więc długo się nie zastanawialiśmy jak przyrządzimy tego tatara :)



Składniki:
  • 300 g łososia jurajskiego, pokrojonego w kostkę
  • 1/4 szklanki sosu sojowego, jasnego
  • sok z limonki
  • 2 łyżeczki octu ryżowego
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka sosu sriracha
  • 1 łyżeczka posiekanego drobno imbiru
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanej kolendry

do podania:
  • garść czarnego sezamu
  • cząstka limonki
  • 1 tortilla
  • 1 łyżka oleju roślinnego
  • szczypta słodkiej papryki w proszku
Wymieszajcie wszystkie składniki marynaty, zalejcie nią łososia, wstawcie do lodówki na kilka godzin, najlepiej na noc.
Przygotujcie tortillę. Rozgrzejcie piec do 180'C. Z placka tortilli wytnijcie trójkąty, wyłóżcie je na blachę wyścieloną papierem do pieczenia, posmarujcie je olejem, posypcie papryką, pieczcie kilka minut, aż się zrumienią, uważajcie, żeby ich nie spalić :)
Odcedźcie tatara. Podawajcie zimnego z sezamem, czipsami z tortilli i cząstką limonki. Smacznego!